You are currently browsing the tag archive for the ‘Gdańsk’ tag.

Poczucie humoru…


Gdańsk, 1 stycznia 2011 r.

Reklamy

Z dzisiejszego spaceru po gdańskim Głównym Mieście…

W sklepie AGD przy ul. Lawendowej w Gdańsku spotkaliśmy taki oto twardo śpiący „artykuł” gospodarstwa domowego;). Czad!


We Wrzeszczu, czerwiec 2011

Zawsze mi się wydawało, że mama czekające na swoje dziecko powinna być kolorowa. Mnie jakoś tak spontanicznie to wychodzi:).

A propos czekania na dziecko. Pochwalę się suwaczkiem, którego używam na jednym, jedynym forum „matkowym”, na które czasami zaglądam. Podoba mi się, choć myślałam, że daleko mi do takich gadżetów i klimatów;).

Dziś miał być dzień zmian i metamorfoz, wyszło jak zwykle. Sylwia nie zgodziła się na obcięcie moich włosów a la Victoria B. (a miało być tak krótko, tak modnie i tak pięknie;)). Z perspektywy tych paru godzin myślę, że miała rację. Ważne, że włosy świetnie się układają pomimo upału i że z takimi włosami, jakie mam teraz fryzjer w Łęczycy będzie miał pole do popisu na okoliczność ślubu Dyjki i Marcela.

Potem była moja pierwsza wizyta w jednym z bardziej zaczarowanych miejsc Wrzeszcza – w sklepie dla plastyków przy Wyspiańskiego. Natłok barwnych i pięknie pachnących drewnem, farbami i czym tam jeszcze akcesoriów przenosi mnie w inny świat. W tym przypadku dodatkową furorę zrobiły zasłonki w oknach sklepu wykonane z … szarego papieru:). Rewelacja plus dodatkowy punkt dla twórcy za finezję ich wykonania:).
Zawsze, gdy odwiedzam takie miejsca żal mi serce ściska, że z talentami plastycznymi u mnie tak kiepsko. Niemniej pomyślałam o kolejnej mandali, ale tym razem w pastelach i zakupiłam taki oto zestaw.

Wielkie ukłony dla pani sprzedawczyni za wyrozumiałość w stosunku do moich naiwnych, ale barwnych planów artystycznych;). Myślę, że w takich przypadkach można mówić o profesjonalizmie w zawodzie sprzedawcy. Oczywiście jak to na „sztukę skrytą” przystało, nie będę się chwalić moimi dokonaniami. Malowanie mandali ma mieć zadanie czysto terapeutyczne i zabawowe, bez żadnych ekshibicjonistycznych ekscesów.

No! A potem obiecałam sobie mały spacer na Plac Wybickiego, po drodze przypadkowo mijając dom Guntera Grassa. Głównie chodziło jednak o spotkanie z odzyskaną po renowacji Czarodziejką i trochę czasu spędzone dla ochłody przy tamtejszej fontannie. Jak zwykle było czarodziejsko:).


Wrzeszcz, czerwiec 2011

No i o! Prawko od 1998 roku, dużo przejechanych kilometrów na koncie, a tu wczoraj pierwszy mandat za prędkość. I gdzie? W Gdańsku, na najbardziej uczęszczanej przeze mnie trasie,  po drodze na spacer na plażę. Najdroższy spacer w moim życiu;). Przykozaczyłam, nie ma co;)! 6 pkt., … zł, ze zniżką dla ciężarnej kobiety szykującej wyprawkę dla bobasa. Usłyszeć pobłażliwe „Pani Aniu, pani Aniu…” od policjanta – bezcenne;)!

A Mały… niech się uczy od najlepszych, nawet na błędach, ale niech się uczy;)!

Wpis z serii „Obiektywnie cenię”…

Jarek kiedyś opowiedział mi o kolesiu z Forum Nikona, który robi zdjęcia Gdańska w taki sposób, że oklepane miejsca wyglądają tak, jakby się widziało je pierwszy raz. Zobaczyłam, oceniłam i faktycznie coś w tym jest… Zresztą na zdjęciach zobaczycie nie tylko Gdańsk:). Zachęcam do obejrzenia galerii Kuby na znanym i lubianym portalu Flickr;).


fot. Kuba Górnowicz

W sobotę wyciągnęłam Jarka na spacer, trochę samochodem, a trochę na nogach. Można tez rowerem, wzdłuż Kanału Raduni. Warto było:)!

Kościółek p.w. Świętego Wojciecha w dzielnicy Święty Wojciech w Gdańsku już nie raz widziałam z okien pociągu, ale ciągle zapominałam, żeby tam się wybrać. W końcu się udało:). Choć miejsce jest ściśle związane z historią chrześcijaństwa na Ziemiach Pruskich, to miejsce jest tak urokliwe, że nadaje się na spacer dla każdego, bez względu na wyznanie czy jego brak. Polecam!


Wzgórze Św. Wojciecha z kapliczką, w której znajdują się freski z historią Świętego. Prusowie byli baaaardzo źli, co szczególnie oddają podpisy pod malowidłami. Niektóre bardzo mnie rozbawiły, szczególnie w kontekście niechlubnej historii chrystianizacji terenów pogańskich. Było coś o namawianiu się Prusów na Św. Wojciecha itp…


Wiosna, zima…whatever!


Okolyca…


Zielone chochliki

THE END:)

Wibrysy na Miłosza, z fochem za dotykanie po tłuszczyku w tle…

Mamy z Jarkiem trochę stracha, że nasze dziecko w pierwszej kolejności będzie naśladować naszego kota, który szczególnie przez pierwsze miesiące będzie znacznie większy od noworodka. Wiąże się to z korzystaniem z kuwety zamiast z nocnika, drapaniem dywanu w sypialni w chwilach złości lub euforii, chowaniem się po kątach, polowaniem na ptaki… Matko! Co to będzie?!

Nasz kot ma w sobie instynkt łowcy, o czym coraz częściej nam przypomina. Jego groźne pomruki i niemniej groźna postawa, gdy zobaczy jakiegoś ptaka na tarasie, świadczą o tym, że nie jest to zabawa, ale poważna sprawa. Cieszę się tylko, że Bebuś nie skacze za swoimi potencjalnymi ofiarami w przestrzeń za barierkami, bo to niekoniecznie dobrze mogłoby się dla niego skończyć. Z całą moją sympatią dla ptaków (poza mewami itp, których niestety nie znoszę, a jest ich na Zaspie najwięcej :/), plusem całej sytuacji jest to, że taras jest mniej „zaminowany” ptasimi odchodami niż w zeszłym roku. Przecież nikt nie powiedział, że kot ma chronić dom tylko przed gryzoniami…:).

%d blogerów lubi to: