You are currently browsing the category archive for the ‘Uncategorized’ category.

…them:).

DSC_7870
Mokry Dwór, Żuławski Tulipan 18 maja 2013 r.

Reklamy

…polecam szwedzkie kwiaty z ulicznej wystawy sklepu På Spanska w Göteborgu, z pięknie barwionymi ceramicznymi misami i innymi drobiazgami do domu.

Göteborg, Vallgatan, 7 września 2012 r.

… mi nie schnie! To zdanie męczy mnie w zasadzie od rana. Pogoda listopadowa, a moja śródziemnomorska natura domaga się słońca i upału. Marzy mi się chodzenie boso po ulicach jakiegoś australijskiego miasta. Podobno takie zachowanie na Antypodach nie dziwi nikogo. Dlaczego Australia tak się do mnie dobija?! Przecież Włochy i Hiszpania są bliżej…

Mam zaległości, jeszcze skandynawskie zdaje mi się, ale czuję, że nadchodzi wena pisarsko – fotograficzna i obiecuję rychło je nadrobić, te zaległości:).

W końcu się udało. Wyjechaliśmy z Gdańska o 4:00, na miejscu byliśmy ok. 5:00.

Po drodze, gdzieś nad Zatoką Pucką Radio Gdańsk uraczyło nas starą piosenką Bajmu:

Cudnie letnio się zrobiło, choć tylko 17 stopni na zewnątrz…

Słońce pokazało się w sam raz na tyle, żeby Jarek mógł ustrzelić trochę brzuszkowych zdjęć. A potem siedzieliśmy i kontemplowaliśmy plażę, morze…


Pomęczeni – wczesną porą i kontemplacją;)


Jaro:)

Choć woda była zimna jak diabli, musiałam do niej wejść – choć na chwilę, choć do pasa zanurzyć się w bałtyckim turkusie, który tym razem był prawdziwy, nie podbijany w „fotoszopie”:).

Potem bryknęliśmy na „Rumunię” do Zmyślonych, ale że o tak wczesnej porze jeszcze smacznie spali, więc, pośród dużej ilości szkła dokoła, zostawiliśmy im tylko dwa polaroidy na pamiątkę i na znak, że byliśmy:). Mam nadzieję, że nie będą się gniewać, że ich nie obudziliśmy.
A „Rumunia” wygląda między innymi tak:


Kwietnik:). Zdjęcie drugiego, podobnego obiektu niestety nie uratowało się w mojej komórce, a szkoda, bo była to ciekawa kompozycja florystyczna:).


18 – tka w Chałupach to jest to:)!

Niestety ze śniadania o 7:00 w jakimkolwiek lokalu w Chałupach lub Jastarni nici:(, więc na koniec wyprawy przygarnęła nas Tawerna przy gdyńskim Pokładzie, gdzie przemiła kelnerka zaserwowała nam śniadanie mistrzów „żeglarskich” – jajecznicę na czysto i z pomidorami, do tego pyszna kawa – latte dla ciężarówek, czarna dla prawdziwych facetów:). Fajny klimat z obcokrajowcami i żeglarzami w tle. Jaro odkrył te śniadania podczas kursu na sternika, który odbywał w okolicy.

To by było na tyle… Jarowych zdjęć z dzisiejszej sesji nie widziałam jeszcze, więc trudno powiedzieć czy znajdzie się jakieś, które nie będzie w 3/4 pokazywało mojego brzucha z zawartością i tym samym będzie godne przedstawienia szerszej publice niż my dwoje… We’ll see…

Shita – faka!, jak to mawia koleżanka Baśka. Toż to już niedługo! Czas porodu się zbliża i dlatego Mały Bezimienny cały czas daje mi czadu w powłokach brzusznych. Ciasno mu! A tu zdjęcia jeszcze nie zrobione…

Nie znam produktów T-Mobile, ale kampania reklamowa z wykorzystaniem przestrzeni dworcowej jest REWELACYJNA!

To nie są flashmoby, tylko profesjonalnie wyreżyserowane spektakle dla potrzeb komercyjnych, ale warto było przygotować coś takiego, choćby dla tej chwili, gdy widać jak ludzie świetnie się bawią i potrafią wzbudzić emocje wśród niczego się nie spodziewających podróżnych.

No i to brytyjskie „Oh!” stewardessy z BA, gdy została powitana z koleżanką przez grupę śpiewaków;).

Zachęcam do oglądnięcia:).

Powyższy film zrobił na mnie piorunujące wrażenie i teraz mam problem, bo nie wiem który bardziej mi się podoba – ten z Heathrow czy może ten z Antwerpii…

Wracając z jezior zrobiliśmy objazd ważniejszych miast Warmii i Mazur. Między innymi odwiedziliśmy Reszel. Zachęcam do wybrania się do tej malowniczej miejscowości na Warmii, która jako pierwsza w Polsce dołączyła do ruchu Cittaslow:). Wydaje mi się, że nie było to trudne ze względu na spokojne tempo życia w Reszlu, ale zawsze to ważne brać udział w światowym ruchu społecznościowym.

Uliczka zupełnie jak we Włoszech:)

Więcej informacji o mieście i o ruchu Cittaslow znajdziecie tutaj:
http://www.reszel.pl/

Kraków:

-nie jest miastem, w którym chciałabym mieszkać, ale niewątpliwie stara część miasta posiada dużo uroku
-jest miastem artystów, którzy kojarzą mi się zgoła inaczej niż Ci warszawscy
-jest miastem z piękną i zachowaną dzielnicą żydowską – uwielbiam to miejsce, jakim jest Kazimierz!
-jest miastem, gdzie trudno jest się odnaleźć jeżdżąc samochodem, choć obce blachy często okazują się pomocne
-za to jest miastem o świetnie zorganizowanej komunikacji miejskiej, czego na pewno troszkę zazdroszczę
-często staje się istną Wieżą Babel i tego też zazdroszczę, bo w 3City obcokrajowców niestety jest dużo mniej, szczególnie tych anglojęzycznych
-jest miastem, które nie śpi i po którym nocą śmiga Tramwaj Party oraz biegają Angole w cudacznych „strojach wieczorowych”;)

W Krakowie lubię:

-dom Hirka na jego wieży na Kozłówce; Hirka samego też lubię:)
-Salę Wina Mateusza z jego pogadankami na temat prezentowanego wina
-Zaułek Niewiernego Tomasza
-Kościół Św.Anny, w którym w sobotę „specjalnie dla nas” organista trenował wprawki na organach w prawie pustej świątyni
-artystycznie noszone stroje, nakrycia głowy, omotki na szyjach tubylców
-atmosferę zagranicy, która panuje w obrębie Rynku i okolic
-mnogość imprez kulturalnych na wysokim poziomie,  z których ciężko korzystać ze względu na dużą odległość Krakowa od mojego domu
-Krakersa:)
-Asię J.:)
-przy bliższym poznaniu pewnie polubię Nową Hutę i lody z lodziarni przy Starowiślnej

Mam jeszcze dużo do nadrobienia krakowsko, ale to następnym razem:).

P.S. Nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia aparatami. Za to w głowach mamy z Jarkiem tyle obrazów, że aż miło:). Najwięcej mamy w głowach obrazów Stasysa;).

Dziś w menu piosenka finałowa z filmu „The Nanny Diaries”. Film do obejrzenia, ale nie zachwycania się. Natomiast poniższy kawałek dość energetyczny, taki amerykański;). Akuratny jak dla mnie i na chwilę obecną. Enjoy!

P.S. Oczywiście coś nie gra z odtwarzaczem na blogu, więc póki co działa przekierowanie na osobną stronę. Nadworny informatyk wróci z pracy, to pomoże naprawić błąd:).

W okolicach Pucka są farmy wiatrowe. Lubię ascetyczny styl współczesnych wiatraków. Wieczorem widać z Półwyspu przyjazne miganie czerwonych lampek, których widok bardzo uspokaja. Tylko kury nie chcą się nieść przez te wiatraki…;).

%d blogerów lubi to: