You are currently browsing the category archive for the ‘Private’ category.

… just normal. Piękne!

Z dedykacją dla małej Eli i jej rodziny, których wczoraj ja i Andrzej spotkaliśmy w gdańskiej Plamie.

P.S. Jaro, dzięki za link:).

Reklamy

…daje bardzo niewyrównaną szansę na równowagę przestrzenną w naszym kraju.

18% – ja się w nich mieszczę. 82% – podobno reszta polskiego społeczeństwa. Bezpieczny marazm – obserwuję na co dzień, czasem przyłączam się do niego, ale chyba bardziej z bezsilności niż potrzeby. Gwałt na przestrzeni – przeraża mnie, bo jest go więcej i więcej dokoła mnie.

W końcu ktoś ubrał w słowa to, co czuję widząc jak dewastuje się miasto, w którym mieszkam, Karpacz, który w tym roku odwiedziłam pierwszy raz w życiu i w zasadzie ostatni (urlopowo na pewno). Nie będę wspominać o Mławach, Płońskach, Olsztynach. Nie ma znaczenia w jakim rejonie naszego kraju znajduje się zamieszkana przez ludzi przestrzeń, czy jest bogato czy biednie, wszędzie panuje zasada „postaw się, a zastaw się” i aż dziw bierze jak brzydko ludzie lubią mieszkać, żyć…

Tak, Polska to brzydki kraj, Filip Springer nie przesadza. Ludzie go takim stworzyli. Przekornie, nie polecam artykułu, bo jest smutny, bardzo prawdziwy, napisany prawdopodobnie przez Żyda, dla żydowskiej gazety. Przecież „wszystkiemu winni są Żydzi”, nawet niewłaściwym decyzjom Polaków. Co za kraj!

Jeśli jeszcze raz kiedyś usłyszę, że Andrzej jest podobny do mamy, to naprawdę obśmieję temat. Mojego syna spotkał mój los – nie jesteśmy podobni do żadnego ze swoich rodziców. No zdarza się, co zrobić;).

DSC00441

Gdańsk, marzec 2013r., fot. Magda K.:)

Prawie wiosenny staroć z Jelitkowa (wszak wiosna ociągała się w tym roku z zajściem w polską ciążę;)). Lubię to zdjęcie:).

…zupełnie sama, tzn. z „niewielką” pomocą Ilony i Karoliny, czyli dziewczyn z Kotów na Płotach i z Craftoholic Shop w Gdańsku.

Wczoraj zdarzył się cud i dziewczyny odczarowały dla mnie maszynę do szycia, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Poza tym w końcu trafiłam na tzw. warsztaty, które niosą ze sobą konkretną wiedzę i pozytywną energię, a nie są tylko i wyłącznie czczym biciem piany na temat bliżej nieokreślony (ostatnia oferta warsztatowa w Trójmieście przyprawia mnie o mdłości. Mam poczucie, że warsztaty wylądowały na tej samej półce co książki, niestety – więcej jest ich twórców niż odbiorców; dużo formy, mało treści).

Za tydzień druga część spotkania, 6 godzin intensywnego szycia w rewelacyjnym towarzystwie 7 kobiet. Trochę to przypomina wspólne ugniatanie kapusty na zimę, co daje taki luz i energię na resztę dnia, że nawet wybaczyłam szycie akurat znienawidzonego przeze mnie fartuszka. Oficjalnie zrobiłam go dla Andrzeja, do jego zabaw kuchennych (niestety nie miałam do wyboru bardziej męskich wzorów materiałów;)).

Fartuszek tym bardziej kiepsko mi się kojarzy, że obecnie czytam książkę pt. Córki rozbójniczki Grażyny Plebanek i podejrzewam, że bohaterki książki, z ich temperamentem, byłyby zdolne palić fartuszki na stosie, do czego z chęcią bym dołączyła;).

Tak czy inaczej szycie jest piękne, życzę sobie, aby nie było słomianym zapałem, i obiecuję też sobie, że znajdę ambitniejsze niż fartuszkowe wzory wykrojów. Już nawet wiem, co to będą za wykroje:).

20130929_113553

20130929_113318
Gdańsk, wrzesień 2013 r.

Oczywiście bardzo polecam kurs szycia w Kotach na Płotach:).

zapora i elektrownia wodna na rzece Bóbr. Jedno z bardziej malowniczych miejsc, jakie do tej pory przyszło mi oglądać.

20130829_142636

20130829_140546
Malowniczo położona stacja kolejowa Pilchowice nad Jeziorem Pilchowickim. Szynobus do Lwówka Śląskiego lub do Jeleniej Góry jeszcze z niej „odchodzi”.

20130829_140849

20130829_141535
Pilchowice, sierpień 2013 r.

… wakacyjnego (W)lenia:).

20130829_173914
Ruina w stylu sopockim – prawdopodobnie do kupienia… Nie ona jedna zresztą.

20130829_095151
Polna Zdrój w słońcu – dziedziniec

20130829_094956
Sauna na górce, z której nie mieliśmy czasu skorzystać:(. Następnym razem…

20130829_094922
Schodki od strony placu zabaw i sauny – taras numer któryś tam, bo nie wiem od kiedy zacząć je liczyć;)

20130829_094911
Plac zabaw z rażącą w oczy bielą piasku prosto z rzeki (piasek jest wydobywany z rzeki Bóbr i wwożony jakimś cudem (czyt. wywrotką) na wysoki taras, w ilości kilku ton rocznie:). Widok nocnego nieba z tego miejsca, bez zakłóceń światłami miejskimi – bezcenny!

20130829_095222
Kolejne schodki, z widokiem na Dolinę Bobru.

20130829_095244
Amerykańskie ruiny widoczne z podwórka Polnej Zdroju.

20130829_095337
Przed wejściem do kamiennego salonu

 

20130829_174521

Żeby dojechać na ten parking, trzeba było…

20130829_174446

… pokonać iście górski podjazd i usadowić auto na swoim miejscu. Dobra wprawka dla praktyk z hamulcem ręcznym;).

20130829_174400

Widok od podjazdu.

20130829_174031

Wleń i Bóbr.

20130825_191251
Widok z okna na amerykańskie ruiny.

20130829_191410
Widok na Polną z kolei od strony amerykańskich ruin.

20130829_190902
Fragment pozostałości po wielgachnej stodole z pięknych kamieni i starych cegieł. Świetny budulec na nową stodołę w stylu dolnośląskim.

20130829_174817

Na tarasie domu właścicieli – lampki obrotowe, czyli perpetum mobile w wersji IKEA.

Polna Zdrój, Wleń, sierpień 2013 r.

Pomysł urlopu w Polskiej Dolinie Loary był mój, ale gdyby nie Asia Herman, nigdy byśmy nie trafili do Wlenia. Dobrze jest czasami ni z tego, ni z owego zadzwonić po latach do kogoś i zapytać „Co tam u Ciebie słychać?”:).

… wspaniali!

Miałam dziś umówione tzw. „spotkanie po latach z koleżanką” ze studiów i z jej naprawdę świetną rodziną. W trakcie oczekiwania na to spotkanie zgubiłam portfel, gdzieś na Haffnera w Sopocie. Mała szamotanina z półtoraroczniakiem, durne sobotnie płacenie za zimowy parking, niedopięta torba i klops.
Utrata portfela wyszła na jaw przy okazji kupowania pieczywa w piekarni. Po całej serii wydarzeń typu zastrzeganie kart płatniczych przez Jarka (telefonicznie nie da się za bardzo nic zrobić, moim kolejnym zakupem będzie smartphone z dostępem do sieci), dzwonienie na policję po poradę, co w przypadku zgubienia portfela, a wraz z nim dokumentów osobistych i tych od auta (swoją drogą trafiłam na naprawdę sensownego i pomocnego funkcjonariusza:)), koleżanka przypomniała mi o kimś tak oczywistym jak św. Antoni, jedyny święty, który w całej tej religijnej gmatwaninie nigdy mnie jeszcze nie zawiódł. Po minucie otrzymałam telefon od starszej pani z informacją,  że jej mąż znalazł mój portfel. Ja na to, że ona mi z nieba spada i że zaraz zacznę płakać. Usłyszałam tylko łagodnym głosem wypowiedziane zdanie, że nie trzeba płakać, tylko przyjść po zgubę. Tego uczucia nie da się opisać, bo jak ktoś tak niewyspany i roztargniony jak ja może liczyć na takie szczęście w postaci uczciwych znalazców mojego po brzegi wypchanego dokumentami portfela. A jednak! Toż to Sopot;)! Pani Irenka, jej mąż i oczywiście nieoceniony św. Antoni mają u mnie ogromny dług wdzięczności. No i Jarek, mój dobry męski duch, który nawet siedząc na lotnisku w Göteborgu, wszystko ogarnął z właściwym sobie stoickim spokojem.

Cały czas też zachodziłam w głowę, skąd znalazcy wzięli mój numer telefonu. Zakładam, że uratowała mnie annafromvolcano, czyli moja wizytówka wciśnięta gdzieś w kąt portfela lub karteczka z danymi moimi i mojej rodziny, wydrukowana dawno temu przez mojego brata. Zakładam, że tak było, bo w całym swoim roztrzepaniu zapomniałam o to zapytać.

Ciekawe jest też to, że pierwszy raz w życiu, w naprawdę nieciekawej dla mnie sytuacji, nie wpadłam w panikę. W piekarni powiedziałam tylko głośno, bardziej do siebie niż do kasjerki, że zgubiłam portfel i że w związku z tym nie kupię teraz chleba.
Myślę, że z dużą pomocą przyszli mi też Monika z Grześkiem i z ich dziećmi, bo jakoś tak fajnie ogarnęli Andrzeja, on dał się ogarnąć, ja miałam czas, żeby przeszukać ulicę i racjonalnie pomyśleć, co dalej w takiej sytuacji.

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i spokojnie mogliśmy jednak razem wypić najlepszą kawę w Trójmieście:).

Morał z tej opowieści jest taki, że jak się jest mamą małego dziecka, to trzeba mieć torbę z dobrym zapięciem:).

… z okiem;). O tym fotografie jeszcze kiedyś świat usłyszy:).


Gdańsk, 8 listopada 2012r.

… temat tego zdjęcia i podpis.

Image

Bloom where you are planted…

Czasami trudno tego dokonać, ale co jak nie ma wyjścia? Szukać nowego poletka? Wśród narcyzów;)?

P.S. Jednak Pinterest zagościł na moim blogu. Kolejny szał internetowy, który kilka miesięcy temu przewidziała „jasnowidząca” Czajka ;).

Moja ulubiona kuzyneczka Julka doczekała się brata. Staszek, Staś, Stanisław … przyszedł na świat 20 lutego 2012 r. Na NK zobaczyłam zdjęcie, które tak mnie urzekło, że, dzięki uprzejmości mamy Julki i Stasia, postanowiłam zamieścić je na swoim blogu, tym samym oficjalnie przedstawiając nowego członka mojej rodziny i naszego wspólnego towarzystwa:).


Julka i Staś, 15 marca 2012 r., fot. Anna Grodzicka

j.w.

%d blogerów lubi to: