You are currently browsing the category archive for the ‘Olsztyn’ category.

w Casablance;

20140504_135443

w fontannie w Parku nad Łyną (tak, tak, ta sama, w której Pan Jaro próbował jeździć rowerem parę lat temu, tyle, że wtedy w fontannie była woda);

20140504_140431
Rzeźba Balbiny Świtycz – Widackiej

20140504_140436

próbuje odzyskać wodę dla fontanny, a tak naprawdę to łowi ryby. Optymista;)!

20140504_140547

20140504_140612

No i znowu pomysł na piosenkę:

Reklamy

Nowe miejsce na kulinarnej mapie Olsztyna. Dla mnie osobiście symbol spełnionych marzeń o renowacji budynku dawnego Klubu Garnizonowego. Budynek odrestaurowany jest dokładnie tak, jak sobie to wymarzyłam i tak jak robi się to na Zachodzie. Do tego otoczenie Parku nad Łyną oraz sąsiedztwo Zamku i Kościoła Garnizonowego dodają klimatu całości.

Co do restauracji – jedzenie przepyszne, a obsługa… Napiszę tylko, że ostatnio niespełna rok temu byłam tak profesjonalnie i w miłej atmosferze obsługiwana – na Dolnym Śląsku. Teraz zdarzyło się to w Olsztynie. Brawo i tak trzymać!

20140503_125257
Wiosenny posiłek na tarasie Casablanki, w taką pogodę i w doborowym towarzystwie męża oraz syna, to czysta przyjemność.

20140504_135100
Sąsiedztwo…

20140504_140824
Na początek zupa – krem z kalafiora z czarnym sezamem, Cydr Lubelski oraz świeży sok z pomidorów:). Potem było tylko lepiej;).

As Time Goes By…

Obiecałam sobie, że jak już będę miała więcej czasu, co miało wynikać z mojego aktualnego stanu, to będę pisać i pisać i pisać i…nie piszę prawie wcale. Dziś jednak zrobię wyjątek.

Olsztyn jak zwykle wita mnie radośnie ludźmi, których tam spotykam. Tak było też w ostatni weekend. Uwielbiam te chwile, gdy idę ulicą i spotykam najmniej spodziewanych znajomych (tu pozdrowienia dla Michała i Magdy z dzieciakami oraz K. Fryty śmigającego rowerem po Olsztynie:)).

Potem był sobotni ślub Kasi i Luka, na który dotarliśmy, ale dopiero na życzenia:/. Stojąc w kwiaciarni z Jarem i z Hejką dostałam mesa od Żopy z podziękowaniami za urodzinowe życzenia i z informacją, że ślub jest o 16:00, a nie jak dwie laski w ciąży były przekonane – o 17:00. Jara zalała krew, ale przeżył, choć później tylko stwierdził, że dłużej prasował koszulę niż był na ślubie. Na dodatek poszliśmy na pocieszenie kupić sobie lody i siedząc w parku nad Łyną lokals nas zaczepił z prośbą o fajkę albo o drobne na piwo. Od słowa do słowa wywiązała się rozmowa i nasza opowieść o wielkiej „fopie” jaką strzeliliśmy rozbawiła go do łez – nam zresztą też już nie pozostało nic innego jak tylko śmiać się z własnego gapiostwa.

W każdym razie Lukom życzymy wszystkiego naj… i mamy tylko nadzieję, że nam wybaczą taką wtopę, z której chyba też do końca nie zdają sobie sprawy;).

Sobotni wieczór to spotkanie pod znakiem piw regionalnych w Browarni Stara Warszawska niedaleko naszego starego domu w Olsztynie. Za barem okazało się, że spotkaliśmy Doriana, który już nie pracuje w Antykwariacie:(. Ale skoro mu tutaj lepiej, to cieszę się razem z nim.  Na piwo zeszła sie nas cała banda – Boguśka z Robertem, Kroowka z Adamem, dawno niewidziany przez nas Pawlak:), Foczka z Rafałem, gdzieś w tle z inną ekipą majaczyli Karina z Pawłem, a na to wszystko Jaro z dwiema ciężarówkami – ze mną i z Hejką;). Było tak fajnie, że nawet Małemu się podobało… Kiedyś tam wróci;).

A w niedzielę to już potajemne spotkanie z Bratem:) oraz wizyta u Wioli i Dominika. Pojechaliśmy z Jarem poznać małego Mateusza Janka, jednak zaraz po nim największą gwiazdą była Blanka, co widać na zdjęciu poniżej. Dodam tylko, że zdjęcia z Mateuszem nie mamy ANI JEDNEGO!

Wiola i Dominik wyglądają na najszczęśliwszych rodziców pod słońcem, a małemu Mateuszowi ewidentnie dobrze jest z ich szczęściem. Życzę im, aby ten stan trwał już zawsze:).

No i co… Na koniec zostawiliśmy sobie małe szlajanie się po Olku, żeby ostatecznie wylądować nad Jeziorem Długim i złapać trochę oddechu przed drogą powrotną do domu.


A tam nowy mostek, który rozmiarem bardziej przypomina most…

…  i ja:).

Za Olsztynem, a właściwie za całą bandą świetnych osób tam mieszkających tęsknię bardzo, tym bardziej, że nie potrafię odnaleźć się towarzysko w Trójmieście. W Olku te sprawy przychodzą naturalnie:). Powrót z wielu względów jest nierealny, ale może właśnie tak ma być, żeby wszystkie małe i większe wizyty miały tak cudowny klimat… Niezbadane są wyroki Niebios;)!

Lubię drzewa, a nawet je kocham. Zawsze gdy potrzebuję złapać równowagę – dosłownie i w przenośni, staję przy jakimś pniu i jest od razu lepiej. Szczególnie ulubiłam sobie jeden platanowy pień w Sopocie:).

Trójmiasto lubię między innymi za to, że w trakcie remontów drogowych, przebudowy różnych obiektów itp drzewa są otulane w specjalne drewniane „kożuchy” i cierpliwie czekają, aż po zakończonych pracach będą mogły z nieuszkodzoną korą dalej sobie rosnąć. Znam nawet jedno miejsce w Sopocie, gdzie takie ochronione drzewo stoi na środku parkingu i tworzy naturalną wysepkę oraz prawy i lewy pas ruchu:). Mam nadzieję, że decyzja o pozostawieniu tego drzewa na miejscu nie była podyktowana brakiem pozwolenia na jego wycięcie, tylko naturalną chęcią pozostawienia go w starym otoczeniu.

Olsztyn lubię za wiele rzeczy, ale zauważyłam, że drzewa się tam wycina na potęgę, jakby bez zastanowienia, mimo interwencji Stowarzyszenia „Sadyba”. Nie podoba mi się to, bo drzewa i zieleń Olsztyna to jedna z jego atrakcji.

Koleżanka z FB zainspirowała mnie do wzięcia udziału w konkursie jak poniżej, do czego i Was zachęcam. Zawsze to okazja, żeby się na chwilę zatrzymać i pomyśleć o swoim ulubionym drzewie. Jeśli takiego nie ma, może warto go poszukać:)? Good luck!


Konkurs Drzewo Roku

W sobotę, 9.10.2010 r. na parapetówkę dotrali:

Luke i Kasia
Kroowka i Adam
Puszczu
Wojtek i Magda
Hejka i Adam
Ania i Jarek
Baśka Farmaceutka:)
Dyjka i Marcel
Marcin czyli Szoku
Rzaba, Rado i Pola:)
Dominik, Wiola i Fasolka:)
Kasia from Zopot
Ja i Jaro – nie zwialiśmy z własnego M. pod naporem gości;)
Kot był, ale zbunkrowany w garderobie, której nie chciał opuścić mimo szczerych namów małej Poli;).

Nie było … tańców, ku rozpaczy Dyjki. Next time;)!

Zdjęć na imprezie nie robiliśmy, bo i po co?! Wszyscy tak świetnie się bawili:).

Za to na niedzielnym spacerze zdjęcia były – pogoda piękna, sopocka, spacerowa:). Zajawka poniżej.


Z Grandem


Z Grandem i z lampą

I to by było na tyle:).

DZIĘKUJEMY za świetnie spędzony wspólny weekend:)!

A&J

Dla Ani P.:)

W ostatnią niedzielę września w końcu dotarłam do miejsca, do którego już kilkakrotnie byłam zapraszana. Łomy Kolonia koło Jonkowa, niedaleko Olsztyna, Warmia:).

Ania jest tłumaczem w Biurze Tłumaczeń Oscar w Olsztynie (www.tlumaczeniaolsztyn.biz), a Jarek rysuje komiksy i nie tylko (www.jargach.com). Oboje są rodzicami Nelci:).

W Łomach Ania i Jarek własnoręcznie, z pomocą krewnych i znajomych, budują dom z gliny – brzmi egzotycznie i faktycznie tak jest. Cała praca toczy się na podstawie informacji z Internetu, którymi dzielą się im podobni optymiści:), z doświadczeniem takiej budowy już na swoim koncie.

Roboty jest dużo za nimi, chyba jeszcze więcej przed nimi, ale podziwiam pomysł, zapał i wytrwałość jeśli chodzi o tę budowę. Myślę, że za jakiś czas będzie tam bajkowo, choć dziko…


***


Płotek i dziki ogródek – mają swój urok:)


Ściana z wieszaczkiem


Dziewczyny przed domem


Fela i jej deseczka


Nelcia:)


Droga


Mój ulubiony landszaft

Tęsknię za Anią i za klimatem, jaki tworzyła w naszej wspólnej pracy. W zasadzie to ona pokazała mi jak pracować efektywnie, bez napięć i stresu, kreując jednocześnie miejsce na niepowtarzalne spotkania z ludźmi – klientami biura, naszymi szefami, a przede wszystkim na nasze spotkania-dwóch Anek w krainie języków obcych;). Czasami aż dziw bierze jak ciekawych i mądrych ludzi życie stawia na naszej drodze:). Dziękuję…

Wiola+Dominik=WNM

Tyle w tym temacie;). Było nietuzinkowo, niestandardowo i z odrobiną szaleństwa, więc może dlatego najpierw czułam się lekko zagubiona, żeby za chwilę poczuć się jak ryba w wodzie. Z nimi nie może być nudno i zwyczajnie:)! Fasolka będzie miała niezłych rodziców;)!


Czyżby wiadukty? Romantycznie!

Balbina Świtycz – Widacka (?!)

***

***

Wiola M.:)

Allenstein, 7.08.2010 r.

foto: Ania Ś., obróbka: Jarek Ś.

Jak to mówią w pewnych kręgach, Mazel Tow:)!

Mawiają, cirrusy na niebie, pogoda się…zepsuje;). Dla takich widoków mogą być i cirrusy!


ul. Jagiellońska, Zatorze

ul. Jagiellońska, Zatorze

Kapliczka przy Cmentarzu Św. Jakuba, ul. Wojska Polskiego, Zatorze

ul. M. Skłodowskiej-Curie, Śródmieście

Ul. M. Skłodowskiej-Curie, Śródmieście, Ania Zmyślona

Park Miejski Jakubowo, ul. Wojska Polskiego, Zatorze

Olsztyn, czerwiec 2010r.

Gdańsk ma swoją Szafę Gdańską, a Olsztyn ma Rzeczy Stąd. Miłe zaskoczenie, że jak się chce, to można stworzyć coś ciekawego, żeby promować miasto i region. Oczywiście inicjatywa prywatna. Życzę powodzenia twórcom Rzeczy Stąd, o których mowa w artykule poniżej.

www.rzeczystad.com

http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,7821638,Kram_z_pamiatkami_dla_kazdego_czyli__Rzeczy_stad_.html

I jeszcze seria Olsztyn Kocham, z której Pan Jaro ma fajową koszulkę, którą dostał ode mnie z okazji…przeprowadzki do Trójmiasta;).

http://olsztynkocham.pl/

Jeśli już o powyższym mowa,to zapodam muzyczkę:).

W wersji oryginalnej, którą bardzo lubię również w wykonaniu znanego i lubianego bluesmana, Luka:):

http://www.youtube.com/watch?v=GW4qevskpi8

W wersji zmodyfikowanej dla potrzeb współczesności;)

http://www.youtube.com/watch?v=u286YbRKG0s&feature=related

Z mojej wyprawy do Olka przywiozłam też wspomnienie spotkania z małą Melą i jej rodzicami – Anią i Wojtkiem. Z Anią, czyli Arczi, razem studiowałyśmy na uniwerku, podobnie jak z Anią, czyli Dyjką i Anią, czyli Żabą. Mela na wiadomość, że spotka się z ciocią Anią, czyli ze mną powiedziała tylko „Znowuuuu!”. Za dużo Ań się zrobiło w naszym towarzystwie, dlatego zamawiam sobie wersję cioci Bogus, co już raz zdało egzamin :).

Mela jest dzieckiem o śmiejących się oczach i twarzyczce aniołka. Nawet jak jest bardzo zawstydzona, to nie potrafi się nie śmiać. Mała mądralina:)!

Mama polonistka, ciotka polonistka, więc książka to podstawa, nawet podczas sobotniego obiadu na Starówce.


Z tatem 😉

Ol ciugiewa na tle dyjkowego drzewa

Olsztyn, czerwiec 2010 r.

%d blogerów lubi to: