…za stodołą u Jacka to jest trochę jak w Narnii. Stodoła to prawie jak powieściowa szafa, więc zaakceptowałam taki stan rzeczy.
Tego świątecznego dnia dla mnie cały Ożumiech był jak Narnia – nawet bez wchodzenia do lasu. Wystarczył wiatrak na wzgórzu i puste pola nieskażone brudem architektonicznym.

Jacek to rodzina, dla mnie osobiście też wzór gospodarza; Ożumiech to z kolei rodzinna wieś taty Romana; wiatrak to wiatrak koźlak wybudowany w 1880 roku (?), który po dziś dzień stoi uparcie na wzgórzu przed wsią i jak dawniej jest dla mnie czymś w rodzaju bramy między kolonią dziadków, gdzie stał ich dom, a wejściem w granice wsi, która zawsze była dla mnie niedostępna. Okazało się, że nie bez powodu tak było, ale to już inna historia.

Mam w sobie niewyjaśnioną obawę przed tym miejscem, ale jednocześnie bardzo mnie fascynuje, a wręcz hipnotyzuje. Lubię tam wracać.
To pewnie przez wspomnienia z dzieciństwa, związane z domem dziadków – mam ich niewiele, ale mimo wszystko są dobre. Myślę też, że duchy przodków domagają się z jakiegoś powodu uwagi. Na razie nie chcę ich słuchać i udaję, że wszystko sobie wymyśliłam. Może sprawy ucichną z czasem.

20141226_123837
20141226_130115
20141226_130237
20141226_125912
20141226_125855
20141226_130329
20141226_130817
Ożumiech, Boże Narodzenie 2014 r.