… przy żółtych drogach. Kilka razy robiłam podchody do prozy Stasiuka i spełzało to na niczym. Kusiły mnie ładne okładki (np. Podróż do Babadag), ale nie byłam w stanie, z jakiegoś powodu, przebrnąć przez teksty. Aż tu nagle kolejna ładna okładka (Nie ma ekspresów przy żółtych drogach) i tąpnięcie. Wpadłam jak śliwka w kompot – wschodni na dodatek. Piękna, bliska ludzi i natury proza Stasiuka urzekła mnie i pomimo częstej nostalgii balansującej na granicy wielkiego smutku i tęsknoty za rajem utraconym, jednak warta odkrywania.

nie_ma_ekspres_w
Źródło zdjęcia, http://www.czarne.com.pl

„Po prostu mówimy. Opowiadamy historie. Wśród zgiełku, jakiego nigdy wcześniej na świecie nie było. Bo teraz wszyscy, niemal wszyscy możemy przemówić i żyć nadzieją, że inni nas wysłuchają. Codziennie możemy wysyłać w przestrzeń nasze słowa, nasze uformowane myśli. Pijemy poranną kawę i naciskamy klawisze. Kiedyś się modliliśmy. Teraz wysyłamy fantomy istnienia w otchłań sieci: oto jestem, oto istnieję, nie chcę umierać zapomniany, niedostrzeżony, niemy, niewidzialny. Taka jest modlitwa dnia dzisiejszego. Mówić, dawać znaki, rozpalać ognie na bezludnych wyspach naszego istnienia. Opowiadamy o sobie, mnożymy swoje wizerunki, ponieważ pustka i cisza nie dają nam spać. Mówimy, podnosząc zgiełk, wsłuchani we własne słowa. Nie czekamy na odpowiedź, ponieważ ona nie nadejdzie. Ponieważ nie ma żadnej odpowiedzi i możemy tylko mówić. Ponieważ gdy podnosimy zgiełk, wydaje się nam, że żyjemy. Ponieważ zgiełkiem odganiamy śmierć.”

(Andrzej Stasiuk, Z daleka, w: Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Wyd. Czarne 2014)

Powyższe wydaje mi się tak bardzo aktualne, szczególnie w obliczu niedalej jak porannych, sopockich obserwacji…
Cieszę się, że moje spotkanie z K. było rozmową i okazuje się, że rodzajem modlitwy, bo byciem z drugim człowiekiem, a nie obok niego, z „jabłkiem” przed nosem. Starzeję się, bo zaczynam się modlić;).