…zupełnie sama, tzn. z „niewielką” pomocą Ilony i Karoliny, czyli dziewczyn z Kotów na Płotach i z Craftoholic Shop w Gdańsku.

Wczoraj zdarzył się cud i dziewczyny odczarowały dla mnie maszynę do szycia, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Poza tym w końcu trafiłam na tzw. warsztaty, które niosą ze sobą konkretną wiedzę i pozytywną energię, a nie są tylko i wyłącznie czczym biciem piany na temat bliżej nieokreślony (ostatnia oferta warsztatowa w Trójmieście przyprawia mnie o mdłości. Mam poczucie, że warsztaty wylądowały na tej samej półce co książki, niestety – więcej jest ich twórców niż odbiorców; dużo formy, mało treści).

Za tydzień druga część spotkania, 6 godzin intensywnego szycia w rewelacyjnym towarzystwie 7 kobiet. Trochę to przypomina wspólne ugniatanie kapusty na zimę, co daje taki luz i energię na resztę dnia, że nawet wybaczyłam szycie akurat znienawidzonego przeze mnie fartuszka. Oficjalnie zrobiłam go dla Andrzeja, do jego zabaw kuchennych (niestety nie miałam do wyboru bardziej męskich wzorów materiałów;)).

Fartuszek tym bardziej kiepsko mi się kojarzy, że obecnie czytam książkę pt. Córki rozbójniczki Grażyny Plebanek i podejrzewam, że bohaterki książki, z ich temperamentem, byłyby zdolne palić fartuszki na stosie, do czego z chęcią bym dołączyła;).

Tak czy inaczej szycie jest piękne, życzę sobie, aby nie było słomianym zapałem, i obiecuję też sobie, że znajdę ambitniejsze niż fartuszkowe wzory wykrojów. Już nawet wiem, co to będą za wykroje:).

20130929_113553

20130929_113318
Gdańsk, wrzesień 2013 r.

Oczywiście bardzo polecam kurs szycia w Kotach na Płotach:).