Są takie miejsca na świecie, gdzie zdjęcia robią się same. Przedstawiam jedno z nich – Skärhamn. Miejsce urokliwe, widoki przepiękne… Muzeum sztuki współczesnej i akwareli… Hmmm – jak wszędzie na świecie – jednych pochłania na cały dzień, a inni wychodzą po 10 minutach zwiedzania całości. Nietrudno zgadnąć, do której grupy osób należeliśmy. Warto podkreślić, że Andrzej był zafascynowany prezentacjami multimedialnymi;). Jako jeden z nielicznych gości muzeum był zafascynowany ekspozycją;).

Wszystko wskazuje na to, że w budynkach na zdjęciu mieszczą się samodzielne apartamenty hotelowe. Pomysł jak i jego realizacja przednie:). Moja ulubiona „pocztówka” ze Skärhamn. Chyba ją sprzedam za grubą kasę;).

W niezwykle przejrzystej wodzie pływały meduzy, różne – od bardzo „pierzastych” po takie jak ta na zdjęciu. Co mnie uderzyło najbardziej, to zapach wody – cudowny, świeży aromat bez nawet krztyny woni glonów.
Poezja dla mojego nosa:)!

Po prawej knajpki:)

Chłopaki zwiedzają. Chusta bardzo zaskakuje Szwedów, co mnie z kolei dziwi, bo dość sporo filmów edukacyjnych w tym zakresie pochodzi właśnie ze Szwecji. Nie widziałam ani jednej osoby chustującej dziecko –
zdarzają  się nosidełka ergonomiczne, bardzo wypasione i koniecznie nowe wózki (Bugaboo jest więcej niż w Berlinie!!!), ale nie chusty. No cóż, nawet tutaj udaje mi się robić coś inaczej niż inni i na dodatek wciągam w to Jarka;).

Skärhamn, 1 lipca 2012r.