Wczoraj bardzo mi jej zabrakło. W najmniej spodziewanym momencie, akurat gdy gotowałam kaszę mannę dla Ondraszka i po raz kolejny coś mi z nią nie wyszło. Babcia by mi wszystko wytłumaczyła, bo miała dużo cierpliwości dla mojego kucharskiego niedołęstwa. A tak sama muszę się wszystkiego doszukiwać w książkach lub dopytywać obie babcie mojego syna (i obie są wielce pomocne, ale to nie to samo, co rady mojej Babci); swoją drogą dobrze, że właściwe książki wpadają mi w ręce. Może to ona mi je podsuwa:)?

Choć teraz z perspektywy dorosłej osoby widzę, że Babcia była kobietą o silnym i trudnym charakterze, który z wiekiem złagodniał, ale chyba obie miałyśmy dla siebie dużo cierpliwości i życzliwości. Myślę, że obie bardzo ceniłyśmy sobie naszą relację.

W grudniu minęło 11 lat od Jej śmierci, a ja cały czas pamiętam pierwszy wolny wrzesień, gdy rozpoczynałam studia, który calusieńki spędziłyśmy na wspólnym gotowaniu. Rozczula mnie to wspomnienie niezmiernie i powoduje, że brak Babci, szczególnie w momentach moich matczynych kryzysów lub tych z kaszą;), odczuwam  ze zdwojoną siłą.


Choć czas wojny, to szczęśliwa, bo wiem, że w pobliżu stoi jej ukochany Wacław,
Kroczewo, lato 1944r. (lepsza kopia zdjęcia w przyszłości)