Dzisiaj miałam dzień rozmów telefonicznych. Miłe to było, tym bardziej, że cierpię na brak rozmówców, bo Andrzej JESZCZE nie mówi (ewentualnie ryczy lub czasami łaskawie uśmiechnie się i zaguga), a Bebuś WCALE nie mówi. Sami więc rozumiecie, że nie jest lekko;).

Z jednej rozmowy dowiedziałam się od Asi J., że zapisała się na kurs nauki na keyboardzie, że szydełkuje i robi na drutach, w planach ma też aqua aerobik, a to wszystko przy okazji macierzyńskiego z racji narodzin jej córki, Uli. Pomyślałam sobie, że Ula jest tylko tydzień starsza od mojego Andrzeja i na tyle pozwala swojej mamie, że aż miło. Ja nawet z prowadzeniem bloga mam mały problem. Może przy drugim dziecku jest łatwiej… Człowiek jest lepiej zorganizowany… Sama nie wiem. W każdym razie chciałam napisać, że podziwiam wszystkie mamy, które tak aktywnie wykorzystują czas po narodzinach dziecka:).

Ja chodzę po Zaspie z Andrzejem przytroczonym do mnie chustą, czerwoną, a jakże:)!, i robię zdjęcia. Za dużo nie ma tu do fotografowania, dlatego dojrzewam do myśli o tym, żeby ruszyć dalej w miasto. Ponieważ chustowanie w naszym przypadku sprawdza się bardzo, bardzo, dlatego myśl ta staje się bardzo realna:). Zobaczymy z jakim skutkiem uda się wcielić ją w życie…

A tymczasem przedstawiam malwy z Zaspy…

… oraz mural z Czesławem M. i Lechem W., który powstaje na sąsiednim bloku. O projekcie więcej tutaj.


10 września 2011