… pojawił się na świecie Andrzej i świat stanął na głowie. Oczywiście miał stanąć pozytywnie, jak większość krewnych, znajomych i obcych nam wróżyła. Jednak jakaś siła wyższa uznała, że nie może być tak łatwo i nie jest.

Mały jest zdrowy, piękny i kochany. Nie zamieniłabym go na żadne inne dziecko. Ale to, że od prawie miesiąca nie śpię po nocach i po dniach, że  wytrzymałość na płacz mojego dziecka, które męczą potworne kolki, jest wystawiana na potworną próbę, tego już nikt nie przewidział i raczej nam nie życzył. No cóż, trzeba wziąć to na klatę, co dla mnie jest szczególnie trudne w obliczu zamknięcia mojej kociej natury na obszarze sypialni, w chwilach luksusu, poszerza się on do całego mieszkania. Do tego jak mi przyjdzie posłuchać o spokojnych śpiąco-jedzących rówieśnikach Andrzeja, to serce mi się ściska i zwykła ludzka zazdrość bierze, że po drugiej stronie rzeki trawa jednak jest bardziej zielona i Bóg jeden wie od czego to zależy.

Oczywiście są dobre rady, przez które apteczka powiększyła nam się do niebotycznych rozmiarów. Są chęci ze strony naszych znajomych, żeby się spotkać i poznać naszego syna. Ale na razie jedyne czego nam trojgu potrzeba to sen sprawiedliwego, bez bólu – małego ciałka i naszej rodzicielskiej duszy.

[deleted];)

Tutaj zacytuję mail od Majki, który, wolny od pouczeń i rad, które czasami bywają potwornie natarczywe i frustrujące, dał mi dziwne ukojenie i nadzieję, że jednak będzie dobrze… Dzięki Maju, szczególnie za to, że nie „mędrkujesz”, choć masz wszelkie podstawy, żeby to robić! Skoro mówisz, że damy radę, to tak będzie.

Biedactwa, trzymajcie się! Trudno w to uwierzyć, ale kolki po jakimś czasie ustępują. Byle przetrwać! Pocieszające jest to, że Andrzej nie będzie tego pamiętał, a dla Was na razie to jest horror, ale za rok to będzie tylko wspomnienie. Na swój sposób przyjemne – było ciężko, ale daliśmy radę! Powodzenia!

M. P. A.

P.S. Wiem, że dla wielu rodziców, którzy borykają się z ogromnymi problemami zdrowotnymi swoich dzieci, nasze kolki mogą się wydać śmieszne. Ale one nie są śmieszne. Myślę, że zawsze kiedy w grę wchodzi ból dziecka wyrażany nieziemskim krzykiem, to nigdy nie jest śmiesznie. Oby do jutra!


Andrzej, we can do it!  Z pozdrowieniami dla Pumki i jej Franka:)