W końcu się udało. Wyjechaliśmy z Gdańska o 4:00, na miejscu byliśmy ok. 5:00.

Po drodze, gdzieś nad Zatoką Pucką Radio Gdańsk uraczyło nas starą piosenką Bajmu:

Cudnie letnio się zrobiło, choć tylko 17 stopni na zewnątrz…

Słońce pokazało się w sam raz na tyle, żeby Jarek mógł ustrzelić trochę brzuszkowych zdjęć. A potem siedzieliśmy i kontemplowaliśmy plażę, morze…


Pomęczeni – wczesną porą i kontemplacją;)


Jaro:)

Choć woda była zimna jak diabli, musiałam do niej wejść – choć na chwilę, choć do pasa zanurzyć się w bałtyckim turkusie, który tym razem był prawdziwy, nie podbijany w „fotoszopie”:).

Potem bryknęliśmy na „Rumunię” do Zmyślonych, ale że o tak wczesnej porze jeszcze smacznie spali, więc, pośród dużej ilości szkła dokoła, zostawiliśmy im tylko dwa polaroidy na pamiątkę i na znak, że byliśmy:). Mam nadzieję, że nie będą się gniewać, że ich nie obudziliśmy.
A „Rumunia” wygląda między innymi tak:


Kwietnik:). Zdjęcie drugiego, podobnego obiektu niestety nie uratowało się w mojej komórce, a szkoda, bo była to ciekawa kompozycja florystyczna:).


18 – tka w Chałupach to jest to:)!

Niestety ze śniadania o 7:00 w jakimkolwiek lokalu w Chałupach lub Jastarni nici:(, więc na koniec wyprawy przygarnęła nas Tawerna przy gdyńskim Pokładzie, gdzie przemiła kelnerka zaserwowała nam śniadanie mistrzów „żeglarskich” – jajecznicę na czysto i z pomidorami, do tego pyszna kawa – latte dla ciężarówek, czarna dla prawdziwych facetów:). Fajny klimat z obcokrajowcami i żeglarzami w tle. Jaro odkrył te śniadania podczas kursu na sternika, który odbywał w okolicy.

To by było na tyle… Jarowych zdjęć z dzisiejszej sesji nie widziałam jeszcze, więc trudno powiedzieć czy znajdzie się jakieś, które nie będzie w 3/4 pokazywało mojego brzucha z zawartością i tym samym będzie godne przedstawienia szerszej publice niż my dwoje… We’ll see…