Tak, tak, tak! Cyce na ulice, brzuchy na ulice, ułomności na ulice! Niech w końcu będzie normalnie, bo po doświadczeniach wczorajszego dnia z lekarzem (całościowo z lekarzami) w znanej i lubianej prywatnej gdańskiej przychodni Lux Med oraz w znanym i lubianym markecie Real (plus dla pani sprzedawczyni, która stanęła na wysokości zadania i obsłużyła ciężarną, czyli mnie, poza kolejnością, ale już klienci nie byli tacy skorzy do współpracy) mam poczucie, że do normalności nam, społeczeństwu, daaaaaaaaaaaaaaaaaleko!

Pod akcją „Cyce na ulice” podpisuję się obiema rękami. Niech w końcu coś się zadzieje w naszym grajdole pełnym hipokryzji, która tak się strasznie wyostrza jak tylko człowiek trochę osłabnie – fizycznie czy psychicznie. Jest mi tak potwornie przykro, że to się dzieje naprawdę…

Bo…

…najlepiej być w ciąży, ale żeby nie było widać brzucha i żeby nie stawać w kolejkach dla uprzywilejowanych w sklepach, bo przecież inni nieciężarni i sprawni ludzie są bardziej uprzywilejowani(to akurat było moje doświadczenie z wczoraj – nie dałam się zagadać, ale dużo mnie i moje dziecko to kosztowało nerwów!). Najlepiej być matką, ale w czterech ścianach mieszkania i tylko w obrębie nudnego blokowiska, bo poza to już nie wypada karmić, przewijać, tulić płaczące dziecko… Ciemnogród!

Wydawało mi się, że dotychczas rozumiałam roszczeniową postawę moich przyjaciół i znajomych w różny sposób niepełnosprawnych. Nie, dopiero doświadczenie ciąży uczy mnie jak bardzo roszczeniowym trzeba być, żeby było normalnie, bez żebrania o godność… Mam nadzieję, że po tych wszystkich doświadczeniach będę w stanie jeszcze się uśmiechać do świata i do mojego dziecka – tego życzę sobie i wszystkim mamom – tym mniej i tym bardziej wrażliwym!

To zdjęcie nie jest ani obleśne, ani obraźliwe – jest piękne! Źródło: Gazeta Wyborcza