Obiecałam sobie, że jak już będę miała więcej czasu, co miało wynikać z mojego aktualnego stanu, to będę pisać i pisać i pisać i…nie piszę prawie wcale. Dziś jednak zrobię wyjątek.

Olsztyn jak zwykle wita mnie radośnie ludźmi, których tam spotykam. Tak było też w ostatni weekend. Uwielbiam te chwile, gdy idę ulicą i spotykam najmniej spodziewanych znajomych (tu pozdrowienia dla Michała i Magdy z dzieciakami oraz K. Fryty śmigającego rowerem po Olsztynie:)).

Potem był sobotni ślub Kasi i Luka, na który dotarliśmy, ale dopiero na życzenia:/. Stojąc w kwiaciarni z Jarem i z Hejką dostałam mesa od Żopy z podziękowaniami za urodzinowe życzenia i z informacją, że ślub jest o 16:00, a nie jak dwie laski w ciąży były przekonane – o 17:00. Jara zalała krew, ale przeżył, choć później tylko stwierdził, że dłużej prasował koszulę niż był na ślubie. Na dodatek poszliśmy na pocieszenie kupić sobie lody i siedząc w parku nad Łyną lokals nas zaczepił z prośbą o fajkę albo o drobne na piwo. Od słowa do słowa wywiązała się rozmowa i nasza opowieść o wielkiej „fopie” jaką strzeliliśmy rozbawiła go do łez – nam zresztą też już nie pozostało nic innego jak tylko śmiać się z własnego gapiostwa.

W każdym razie Lukom życzymy wszystkiego naj… i mamy tylko nadzieję, że nam wybaczą taką wtopę, z której chyba też do końca nie zdają sobie sprawy;).

Sobotni wieczór to spotkanie pod znakiem piw regionalnych w Browarni Stara Warszawska niedaleko naszego starego domu w Olsztynie. Za barem okazało się, że spotkaliśmy Doriana, który już nie pracuje w Antykwariacie:(. Ale skoro mu tutaj lepiej, to cieszę się razem z nim.  Na piwo zeszła sie nas cała banda – Boguśka z Robertem, Kroowka z Adamem, dawno niewidziany przez nas Pawlak:), Foczka z Rafałem, gdzieś w tle z inną ekipą majaczyli Karina z Pawłem, a na to wszystko Jaro z dwiema ciężarówkami – ze mną i z Hejką;). Było tak fajnie, że nawet Małemu się podobało… Kiedyś tam wróci;).

A w niedzielę to już potajemne spotkanie z Bratem:) oraz wizyta u Wioli i Dominika. Pojechaliśmy z Jarem poznać małego Mateusza Janka, jednak zaraz po nim największą gwiazdą była Blanka, co widać na zdjęciu poniżej. Dodam tylko, że zdjęcia z Mateuszem nie mamy ANI JEDNEGO!

Wiola i Dominik wyglądają na najszczęśliwszych rodziców pod słońcem, a małemu Mateuszowi ewidentnie dobrze jest z ich szczęściem. Życzę im, aby ten stan trwał już zawsze:).

No i co… Na koniec zostawiliśmy sobie małe szlajanie się po Olku, żeby ostatecznie wylądować nad Jeziorem Długim i złapać trochę oddechu przed drogą powrotną do domu.


A tam nowy mostek, który rozmiarem bardziej przypomina most…

…  i ja:).

Za Olsztynem, a właściwie za całą bandą świetnych osób tam mieszkających tęsknię bardzo, tym bardziej, że nie potrafię odnaleźć się towarzysko w Trójmieście. W Olku te sprawy przychodzą naturalnie:). Powrót z wielu względów jest nierealny, ale może właśnie tak ma być, żeby wszystkie małe i większe wizyty miały tak cudowny klimat… Niezbadane są wyroki Niebios;)!