Dopiero kilka miesięcy temu dane mi było przeczytać autobiograficzną książkę znanej modelki Waris Dirie, a jeszcze później, czyli kilka dni temu obejrzałam film nakręcony na podstawie tejże publikacji. Emocje duże, bo i historia dramatyczna. Książka ciekawsza od filmu, choć uważam, że warto zapoznać się z jedną i drugą wersją tej samej historii.

Kwiat Pustyni to opowieść o dziewczynce, która ucieka przez pustynię, aby przez Mogadiszu, rodzinne miasto matki bohaterki, dostać się do Londynu i tam po latach służby w domu ambasadora Somalii i późniejszej pracy w barze typu fast food trafić, już jako dorosła kobieta, na najsłynniejsze wybiegi świata. Wszystko to za sprawą jej wielkiej siły, która kazała jej wyrwać się z kręgu trudnych tradycji nomadów somalijskich oraz niewątpliwie za sprawą znanego brytyjskiego fotografa, Terrence’a Donovana,  który potrafił dostrzec jej potencjał i uparcie „wychodził” u niej sesję zdjęciową, która otworzyła przed Waris świat mody. Historia jak z bajki, tyle że prawdziwa.

Jedną z ciekawostek jest fakt, że Waris, zafascynowana polskim morzem, zamieszkała na jakiś czas w Gdańsku. O tym dlaczego wyprowadziła się z Polski,  o niszczącej tęsknocie za pustynnym domem oraz o tym jak trudno żyć bez słońca przeczytacie tutaj.

Dla mnie ten wywiad i historia Waris w nim zawarta jest dowodem na to, że w każdej bajce o Kopciuszku znajdzie się łyżka dziegciu, która sprawi, że to co wydaje się idealne wcale takie nie jest; że najtrudniej jest funkcjonować ze świadomością, że w prawdziwym domu z wielu względów nie da się żyć, a jednocześnie być przeświadczonym, że tylko tam było się szczęśliwym i tylko tam można to szczęście odzyskać ponownie, po latach wędrówki ze sławą i fortuną pod rękę. Coś w tym jest…

W załączeniu jeden z piękniejszych filmowych motywów muzycznych, jaki udało mi się do tej pory usłyszeć:); written by Martin Todsharow.