Po ostatnich zajęciach jogi, na które chodziłam od lat (jak ten czas leci), po tym jak jednak ze względu na Eśkę musiałam wyjść w połowie spotkania, postanowiłam poszukać czegoś dedykowanego dla kobiet w moim stanie.
Z tego miejsca mój wielki ukłon w stronę Asi, której instruktaż dzielnie rozciągał moje zastałe kości i mięśnie prawie przez cały czas mojego mieszkania w Trójmieście. Jednak sama uznałam, że na jakiś czas potrzebuję zmiany, żeby nie obciążać sobą reszty grupy, instruktorki i w tym wszystkim samej siebie.

Po całodniowych poszukiwaniach (!) udało mi się znaleźć miejsce z zajęciami stricte dla kobiet w ciąży, w moim ukochanym Sopocie:), z możliwością skorzystania z programu Benefit (tu mój portfel zrobił wielkie „ufff!”).

Na razie nie będę pisała co to za miejsce i jak tam jest, bo najpierw muszę to wszystko sprawdzić na własnej skórze. Zachęciły mnie dobre opinie internautów oraz wierszyk na głównej stronie szkoły, który pozwalam sobie sparafrazować dla własnych potrzeb:).

Nieśmiała joginka z miasteczka G
Nie wiedział dobrze sama czego chce
Szukając swej drogi
Poplątała nogi
Bo koci grzbiet robiła w psie…


fot. http://www.happymum.pl

Życzę sobie, żeby to była dobra przygoda, bez poplątanych nóg:).