Nigdy nie brałam jeszcze udziału w babskim pieczeniu ciasteczek świątecznych.  Okazało się, że warto było skorzystać z zaproszenia Ani Sali, w samym środku wczorajszej soboty, w urokliwym Sopocie Kamiennym Potoku. Czy ja już wspominałam o tym, że Sopot jest piękny i w moim mniemaniu nawet inaczej się tam oddycha? Jeśli nie, to wierzcie mi na słowo, że tak jest:).

Spotkałyśmy się we cztery – ja, Ania, Marysia i jej córka Zuza. W tle kręcił się jeszcze Jarek, mąż Ani, a także ich żółw, ale oni jako faceci usunęli się z pola naszego działania.

Nie sądziłam, że przy pieczeniu ciastek może być tyle miłego paplania, picia kawy, herbaty… Udało nam się nie spalić ciastek i pięknie je przybrać. Całość wyszła rewelacyjnie, co z pewnością potwierdzi mój Jarek, który zajadał się tymi egzemplarzami ciastek, które mu przywiozłam. All hand-made:)!

Przepis na ciasto pochodził z grudniowego Zwierciadła. Ciasto wykonała Marysia, wałkowania dokonałyśmy we cztery, zdobienie to zasługa dziewczyn, ale beze mnie – za bardzo się rozgadałam i już nie zdążyłam dopaść „gołych” ciasteczek, żeby ubrać  choć jedno.

Efekty naszego spotkania można zobaczyć częściowo na zdjęciach poniżej. Natomiast jeśli dostanę więcej materiałów fotograficznych z aparatu Ani Sali, od razu dorzucę je do postu.

Polecam wszystkim pieczenie ciasteczek, gotowanie czy inną czynność, szczególnie jeśli robimy to z kimś, WSPÓLNIE:)!


***

Ania,  Zuza, ja,  Gellwe i Dr Oetker;)


Przecież było nas pięć. Zapomniałam o Barbie;)!


Świąteczne ciasteczka świetnie idą w parze z miętową herbatą prosto z Maroka, koniecznie z dodatkiem miodu z Węgajt🙂. Dzięki tej herbacie powróciły wspomnienia z wizyty w mołdawskim monastyrze:).