Wyjście przez sklep z pamiątkami, czyli jak z nikomu nieznanego filmowca-amatora stać się zarabiającym tysiące $ street artystą.  Filmowa opowieść Banksego o Thierrym Guetcie, czy może odwrotnie. W pewnym momencie można mieć wątpliwości co do tego, kto o kim opowiada;). W filmie pojawiają się również inni ważni twórcy z nurtu street art. Odebrałam ten film między innymi jako ciekawą lekcję plastyki:).

Dokument o nieuchwytnym graficiarzu – lub o uchwytnym graficiarzu. W tym filmie w pewnym momencie akcja staje się lustrzanym odbiciem w stosunku do historii z jego pierwszej połowy i tak naprawdę ja, jako widz, zostałam z poczuciem, że już nie wiem, który z artystów odniósł większy sukces – ten który latami wypracowywał swoją markę, jakość i legendę, czy ten, który potrafił jeszcze bardziej umniejszyć sztukę niż Andy Warhol i to w jeszcze krótszym czasie. Szalony Francuz z „Kalafornii” czy nieujawniający się genialny Anglik? Ja jednak optuję za tym drugim, jednak mam w sobie odrobinę podziwu dla determinacji i sprytu tego pierwszego… Wygląda na to, że w tym przypadku nie można mówić, że wszystko jest oczywiste, czarno-białe.
W dzisiejszych czasach artystą może być każdy, ale w szczególności ten, który potrafi przekonać masy nawet do najbardziej absurdalnych pomysłów; wystarczy, że tak jak na początku u Thierrego, czyli po przeobrażeniu Mr Brainwasha, szmaty z lumpeksu będą „dizajnersko” wyeksponowane w butiku, z dodatkową akcją wmawiania ludziom, że to rozprucie na sweterku było zrobione na wzór jakiegoś słynnego projektanta i to wystarczy, żeby na bluzce za 50 dolarów zarobić 5000. Dla mnie jest to fenomen sprzedaży, który często kojarzy mi się zwyczajnie z oszustwem. Może to wynika z tego, że za dużo we mnie uczciwości i na szczęście jeszcze umiem odróżnić kiepską jakość od dobrej.

Dodatkowo ciekawie zostało przedstawione kalifornijskie społeczeństwo, które łyka większość rzeczy, o których jest głośno, o których napisała jakaś pani z LA Weekly.  Charakterystyczne płytkie wypowiedzi odbiorców sztuki, liczy się szum stworzony wokół wydarzenia.  W zasadzie niewiele potrzeba, żeby zaistnieć jako artysta w rozumieniu amerykańskim. Chyba dlatego tyle tam  jest sezonowych gwiazd, różnego sortu i dlatego jak szybko one się pojawiły, tak równie szybko znikają. Niestety wzorce te rozprzestrzeniają się na resztę świata. Aż jestem ciekawa do czego to doprowadzi:).
Natomiast na drugim biegunie, przynajmniej w moich oczach, stali Anglicy i ich lakoniczne, często błyskotliwe odbieranie sztuki Banksego. Tam chyba nie ma mowy o zachłyśnięciu się kimś lub czymś – ludzie są zainteresowani, ale bez przesady, rozpoznają jego twórczość, zdarza się, ze kontemplują nowości pojawiające się w różnych miejscach miasta, ale nie widać było tego szaleństwa, które opanowuje Amerykanów.
Jedno i drugie – ciekawe zjawisko, ale mi chyba jest bliższy odbiór sztuki w stylu europejskim. Musi coś w niej być, choć odrobina pomysłu, zamiast powielania przeżutych już motywów; ironia, humor, czasami trochę kontrowersji i wtedy mamy o czym dyskutować:).

Kolejne ciekawe zjawisko – Mr Brainwash uważał, że on ma tylko wymyślać pomysły, a projekt jako całość ma być realizowany przez sztab ludzi do tego wynajętych. Oczywiście efekty tej pracy widać, ale cechuje ją masowość, a nie unikatowość – dosłownie!  Banksy natomiast pracował/pracuje w dużej mierze sam lub z kolegami po fachu, ale nie było mowy o tzw „sztabie ludzi”, który bardzo mi się kojarzy z korporacyjnym systemem zarządzania.

Oczywiście mam świadomość, że powyższe słowa są bardzo generalizujące. Są artyści, w obu kręgach artystycznych, którzy wyłamują się ze stereotypowych form realizacji sztuki w ich krajach i w sumie to dobrze, bo osobiście mam wielką potrzebę istnienia osobowości, które mają coś więcej do powiedzenia poprzez swoją twórczość, niż tylko powielanie znanych motywów, dodawanie nowej kreski sprayem i twierdzenie, że to jest nowe i odkrywcze dzieło sztuki, the art;).

Film polecam, ale może w innym obiekcie kinowym niż Neptun w Gdańsku. Ale do tego jeszcze wrócę…

Cytat z końca filmu: „Banksy już nigdy nikomu nie pomoże nakręcić filmu o street arcie;)!”