Możliwe, że nigdy bym nie sięgnęła po tę książkę, gdyby nie pewna panna o imieniu na A. Jej ciągłe powtarzanie jak bardzo książka jest o mnie i dla mnie spowodowało, że zabrałam się do przeczytania czegoś, co normalnie omijałabym wielkim łukiem, bo jest za masowe i za dużo „ochów” i „achów” wywołuje wśród czytelników. Egzemplarz E.P.L. w wersji opisanej i obnotowanej został mi pożyczony i już jest przeczytany. Zupełnie inaczej czyta się książkę „po kimś”. Na pewno uważniej. Musiałam tylko się pilnować, żeby nie przeczytać wszystkich karteczek z uwagami przed dotarciem do ich miejsca zaznaczenia, co było niesamowicie trudne i kuszące. Kilka razy udało mi się powstrzymać;).

W wielkim skrócie:
-myślę, że warto przeczytać tę książkę.
-Włochy w wydaniu głównej bohaterki bardzo mnie rozczarowały, a nawet na pewnym etapie czytania powodowały irytację, czego zupełnie się nie spodziewałam, bo opis kraju i jego mieszkańców był zgodny z moim odczuciami i wiedzą na ten temat. Dodam też, że bardzo lubię Włochy, więc nie mam pojęcia skąd moja irytacja!
-Indiami miałam się rozczarować, a bardzo się zachłysnęłam – in plus! Myślę też, że to jest najgłębsza i najszczersza część książki, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, przy całym moim lęku przed zaangażowaniem się w praktyki medytacyjne i mistyczne. Może to kwestia umiejętnego opisu autorki…?
– Indonezja, a w tym głównie Bali, zaciekawiły mnie o tyle, że nie znałam zbytnio tego rejonu świata i zasad tam obowiązujących. Jest wielokrotnie już wspominany w różnych opiniach i publikacjach „happy end”, ale bez fajerwerków i może to dobrze, bo ile można znosić lukier, jaki serwuje się w wielu książkach i filmach „made in USA”.

„(…)docenianie przyjemności może być kotwicą czyjegoś człowieczeństwa”, a szczęście to nie egoizm lecz obowiązek.

To jedne z ciekawszych stwierdzeń w E.P.L., a i tak nie są moimi ulubionymi;).

Życzę miłego czytania!