Ludzie latają do Stanów, cykają świetne foty, a moje zaproszenie leży od lutego i się kurzy. Trzymajcie kciuki, żebym w listopadzie się zebrała i żebym pojechała do stolicy na Piękną. Potem też trzeba trzymać kciuki, żeby miły pan z okienka wbił odpowiednio długą wizę, a potem jeszcze, żeby mój/nasz samolot nie był objęty planem ataku terrorystycznego przez Bóg wie kogo… Ile to przeszkód trzeba w dzisiejszych czasach pokonać, żeby się dostać za Ocean;). Nie to co mój pradziadek Jan… Kilka tygodni tam, kilka tygodni z powrotem na jakimś parowcu. Tylko nerki od tego rozchorował i nie skończyło się to dobrze ani dla niego ani dla jego rodziny. Czyli my mamy terrorystów, a Ci sprzed kilku pokoleń mieli inne zmartwienia i na pewno nie mieli takich aparatów fotograficznych jak my mamy teraz:). Niemniej zdjęcia pradziadka Jana lubię oglądać, bo są z klimatem sepii i wygląda na to, że są „amerykanske”:).

Pomarzyć – piękna rzecz! Jednak wiem, że niektóre marzenia się spełniają, więc…

P.S. Kurczę, najważniejsze! Za kasę trzymajcie kciuki, żeby się zarobiła na ten wyjazd:).