Miałam nie dotrzeć, ale się udało; na Gnilną 3 w Gdańsku, gdzie dziś była organizowana rejestracja potencjalnych dawców szpiku, z dedykacją dla Wojtka z Gdańska.

Jeszcze mieszkając w Olsztynie nosiłam się z zamiarem zmierzenia z takim wyzwaniem, ale któregoś razu, przy okazji wizyty w miejskim centrum krwiodawstwa, dowiedziałam się, że wizyty u kosmetyczki dyskwalifikują mnie jako krwiodawcę, więc automatycznie pomyślałam, że szpiku oddać też nie mogę. Dziś trafiłam na inne osoby, pewnie też na inną świadomość medyczną i na zgoła inną sytuację. Oddałam krew do badań i za trzy miesiące będę wiedziała czy jestem zarejestrowana w banku dawców czy też nie. Trzymajcie kciuki, żeby się udało! Jakoś tak zależy mi na tym…

Oczywiście chciałam być dziś anonimowa, ale nie da się, no nie da! Zdążyłam wejść do budynku i usiąść przy stoliku rejestracyjnym, a tu od razu kamery, światła, mikrofony – co zdumiało i mnie i dziewczynę, która mnie rejestrowała. Ja do oddania krwi, kamerzysta i dziennikarka za mną! Dobrze, że tym razem nie zemdlałam przy oddawaniu krwi, bo byłaby lipa;). Na szczęście świetna piguła zajęła się moją żyłą i czułam się prawie tak dobrze jakbym była w rękach mojej teściowej, która jest dla mnie najlepszą pigułą na świecie, a do tego pracuje na co dzień z dziećmi, co czyni ją jeszcze wspanialszą w moich oczach:).
Piguła na szczęście miała stosunek ignorancki jeśli chodzi o show business i jestem jej wdzięczna za to opanowanie i spokój, który po trosze także mi się udzielił,  jak i za to, że prawie nie mam śladu po ukłuciu dość grubą igłą, co w świetle moich dotychczasowych doświadczeń okołomedycznych aż taką oczywistością nie jest.

Kontynuując wątek – ja do drzwi wyjściowych, z pomocą Jarka, bo ranna byłam w żyłę, a tam znowu kamera. Tym razem spotkałam się z samym Wojtkiem, który zaczął mi dziękować za to, że wzięłam udział w akcji, oczywiście wszystko w oku kamery. Co miałam powiedzieć tak z zaskoczenia?! „Nie ma sprawy, zobaczymy za trzy miesiące, co z tego wyjdzie! Życzę Ci zdrowia!” i uścisnęłam mu dłoń. Głupi tekst ten ze środka, szczególnie w obliczu białaczki, ale jakoś tak się chyba nie myśli do końca racjonalnie w zaskoczeniu. A ja naprawdę chcę się zakwalifikować jako dawca i życzę Wojtkowi zdrowia – z głębi serca, bez tej medialnej otoczki, którą mi dziś zafundowano.

Informacje o darowaniu szpiku kostnego można znaleźć między innymi tutaj Serdecznie zachęcam do wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu, które daje komuś nadzieję na wyzdrowienie, a ta nadzieja w dużej mierze zależy od wielu z nas!