Najpierw były pierwsze kawałki usłyszane w Rivierze u Jarka, pewnie za sprawą Nudziarza albo Siwego, a może Dara – już sama nie wiem, który z chłopaków pierwszy podsunął nam filmy skandynawskie, a który muzykę Sigur Ros.

Potem była reklamówka akcji eating disorders kill, która bardzo mną szarpnęła:

Jeszcze później, w zasadzie już w Sopocie, przesłuchałam kilka kawałków Sigura i okazało się, jest to tak ciekawa muzyka, że Hoppipola zagościła w moim telefonie jako dzwonek na stałe.

Trzy tygodnie temu wróciliśmy z Mazur i Jarek po włączeniu Internetu pierwsze co znalazł, to informację o krakowskim koncercie Jonsiego, wokalisty Sigur Ros. Ja się podekscytowałam wydarzeniem, żeby za chwilę stwierdzić, że jechać ponad 600 km do Krakowa to jednak za dużo jak na jeden koncert i na jeden weekend. Oczywiście reakcja Jarka była dokładnie odwrotna, bo on wie jak spełniać moje marzenia;). Pojechaliśmy i nigdy mężowi tego nie zapomnę:).

Koncert dokładnie oddał to, co często sama czuję. Nie wiem jak Ci faceci to zrobili, ale przez prawie połowę imprezy łzy same mi płynęły po policzkach, żeby po bardzo lakonicznym przywitaniu się zespołu z publicznością, w połowie imprezy(!!!), czuć tę muzykę i widowisko do utraty tchu.

Widowisko, w swojej formule podzielone na dwie części, było odzwierciedleniem tego, co wywiadzie dla radiowej Trójki powiedział Jonsi – raz czuje się zimno w brzuchu, które zabiera całą chęć do działania i nic nie można na to poradzić, a potem przychodzi taka ilość energii, że człowiek czuje, że może góry przenosić. Tyle, że nigdy nie wiadomo, kiedy który moment nadejdzie. Pierwszy raz ktoś zwerbalizował, a potem ubrał w dźwięki i obrazy to, co od lat samej zdarza mi się doświadczać. Pojechałam na zwykły koncert islandzkiej grupy, a okazało się, że odbyłam w tej wielkiej hali ocynowni niesamowitą terapię, której nie zamieniłabym na nic innego.

Kawałek z pierwszej, bardziej melancholijnej części koncertu:

Oraz utwór z części bardziej „wykopowej”, kiedy ja osobiście miałam problemy z usiedzeniem na miejscu;)

Niestety wideo nie odda tego, co się działo na scenie w Nowej Hucie. Wrażenia pozostają tylko dla wybrańców, nie tylko z Polski:).

Więcej o Festiwalu Sacrum Profanum można poczytać tutaj:

http://www.sacrumprofanum.com/

Polecam też stronę organizatora imprezy, czyli Krakowskiego Biura Festiwalowego

http://www.biurofestiwalowe.pl/