Ostatni weekend spędziłam z Jarkiem w Mławie. Rozmowa z tatą o piciu mleka prosto od krowy przypomniała mi, że mam jeszcze do wrzucenia na blog zaległe zdjęcia, zrobione w Ożumiechu, rodzinnej wsi taty.
Jako, że mamy środek lata i wszystko pachnie mi sianem, żniwami i burzą, a na dodatek wczoraj zrobiłam sobie przejażdżkę po wyludnionych od upału wioskach wokół Mławy, dlatego tym bardziej chcę się podzielić z Wami klimatami wiejskimi – ze wszystkimi ich zapachami – nawet tymi od krów, świń, koni, drobiu…


To chyba była już czwarta z rzędu szklanka mleka prosto od jednej z Jagusiowych i Marysinych „blondynek”:). Nie chorowałam po tej ilości mleka:)!

Figurka na polu za obejściem Wandzi. W dzieciństwie osobiście znalazłam tam niewypał z frontu II WW, na szczęście nie próbowaliśmy z dzieciakami go palić w ognisku;).


Mazowiecko – kurpiowski landszaft. Nawet piękne dudki przylatują w te okolice:).

Ożumiech jest jedyną znaną mi wsią w Polsce, w której nadal stoi na górce wiatrak, a właściwie jego szkielet. Można się wdrapać na niemożliwie grube bele i podziwiać widoki. Piwa raczej w tym miejscu młodzież nie pija, bo prawie jej nie ma we wsi. Znak naszych czasów.

Jeśli kiedyś poczuję się na tyle pewna, że dam radę, to przeniosę się na wieś.

Reklamy