Oto Bebuś, nasz KOT:).

Historia była taka, że w maju pojechaliśmy z Jarem do Ciapkowa i zastaliśmy tam dużo kotów, ale żadnych kociaków – pech! A miał być mały, miły kotek…

Po zapoznaniu się z większością mieszkańców kociarni zobaczyłam w dolnej klatce Cud Natury (czasami tak nadal do niego się zwracam). Duży, piękny, czarno-biały kocur o fatalnym imieniu Bebuś, które kojarzy mi się z kaszką dla niemowląt, ale nie możemy go zmienić, bo na to imię Mały reaguje.  Zadbany i czysty jak żaden kot w Ciapkowie – koci arystokrata. Przekonał mnie do siebie tym, że w chwili skrajnego zdenerwowania przepięknie grzmiał i tak, jak tylko Kicia potrafiła to robić. Wtedy już byłam ugotowana, jak to się mówi. Tylko nikt, łącznie ze mną, nie miał pojęcia jak wielkiego kocura przekonać do opuszczenia schroniskowej klatki i namówić lepszego życia.

Jego maniery kota opuszczonego po śmierci właściciela nie pozwalały mu na zbliżanie się obcych, co w efekcie skutkowało tym, że nie dał się zaszczepić. Jeśli nie ma szczepionki, nie można wydać kota. Niestety za namową pracownika schroniska odpuściłam go sobie na trzy tygodnie. Dałam się zwieść. Po trzech tygodniach i tak pojechaliśmy po Małego, ale prawe oko już miał zainfekowane i walczymy o nie do tej pory. No cóż, na parterze mieszka biała kotka bez nogi, u nas pirat – prowadził ślepy kulawego. Może się zaprzyjaźnią?

Bebuś ewidentnie czekał na nas – po 15 minutach od wstawienia transportera do klatki już w nim siedział, a dawaliśmy mu na to całą noc. Potem jeszcze podpisałam klauzulę, że biorę agresywnego kota do domu – papier wala się gdzieś po kątach i obym nie musiała na niego więcej patrzeć, bo Bebuś to normalny kanapowiec z nutką wariacji w porze wieczornej:).

Początkowo jego ulubionym, bo najbezpieczniejszym miejscem w domu była półka w garderobie, schowana za wieszakami. Teraz już tam prawie wcale nie ucieka, a gdy widzi kogoś pierwszy raz to pofuka, pofuka i lokuje się gdzieś w kącie.

Mały jest duży, bo duże jest piękne:).  Dyjka twierdzi, że wybrałam go dlatego, że bardzo przypomina Kicię, tylko jest w znacznie większej wersji. Może coś w tym jest… Widać Kicia siedzi za Tęczowym Mostem i szepcze mu do kociego ucha jak ma nas kochać, bo jeszcze ani razu nie żałowałam decyzji o przyjęciu go do naszego domu.

Duży kot to łapy muszą być fest!

***

„Diabeł ubiera się u Prady” – przez długi czas ulubiona przytulanka Małego:)

I like him a lot:).

P.S. Dla wszystkich mniej lub bardziej natarczywych orędowników rodzicielstwa – Bebuś nie jest zamiast. On jest, po prostu jest…