Są koty, ale są też Koty. Kicia była Kotem nad koty. Wybrała nas pewnego jesiennego popołudnia, przed trzynastu laty, wyłaniając się z kłębowiska liści orzecha na naszym starym podwórku. Na koniec poczekała aż przyjadę późną nocą, żeby wtulić się swoim anorektycznym ciałkiem w moją szyję, a potem cicho odejść w sobotni poranek, przechodząc za Tęczowy Most z kolan mojego Brata. Zupełnie jakby wiedziała, jak bardzo nie chciałam faszerować jej zastrzykami, żeby ulżyć w cierpieniu… A może to Św. Franciszek wysłuchał próśb? Kiedyś się dowiem jak to było naprawdę.

Czasami tak jest, że zwierzę jest jak najlepszy przyjaciel i nie da się nie zapłakać po jego odejściu.

Nawet Krystyna z Gazowni ma kilka dyżurnych pcheł…

Asystentka Worda, czyli Kicia, Czarna, Puszuś, Księżniczka, Futro, Miśka, bywało, że Małpa…;)

fot. Jarek

fot. Jarek

Z dedykacją dla W.