W sklepie warzywnym, przy ścieżce parkowej koło mojego bloku, rzadko bywam, bo ogólny klimat tego miejsca mi nie odpowiada, tak samo jak i towar. Jednak jeśli już tam zaglądam, najczęściej w akcie desperacji, to cokolwiek nie wezmę do ręki i nie wrzucę na wagę, okazuje się, że ten akurat towar jest w wyższej cenie w dniu, w którym go kupuję, niż na przykład w ostatni piątek. Choć w tym przypadku nie zwracam uwagi na kwestię cen, to sprzedawczyni nie odpuszcza tematu, a za ich podnoszenie odpowiedzialni są jacyś oni i najczęściej ci oni uzależniają ceny od świąt, różnego rodzaju wydarzeń itp. Ostatnio pani mnie zastrzeliła tekstem, że ceny są wyższe, bo było Jana i Wandy:). Bardzo poważny powód, żeby podnieść stawkę za kilogram ogórka szklarniowego;). Uważam, że sprzedawczyni po prostu stosuje nietuzinkowe chwyty marketingowe. Jaki biznes, taki marketing;).