Z mojej wyprawy do Olka przywiozłam też wspomnienie spotkania z małą Melą i jej rodzicami – Anią i Wojtkiem. Z Anią, czyli Arczi, razem studiowałyśmy na uniwerku, podobnie jak z Anią, czyli Dyjką i Anią, czyli Żabą. Mela na wiadomość, że spotka się z ciocią Anią, czyli ze mną powiedziała tylko „Znowuuuu!”. Za dużo Ań się zrobiło w naszym towarzystwie, dlatego zamawiam sobie wersję cioci Bogus, co już raz zdało egzamin🙂.

Mela jest dzieckiem o śmiejących się oczach i twarzyczce aniołka. Nawet jak jest bardzo zawstydzona, to nie potrafi się nie śmiać. Mała mądralina:)!

Mama polonistka, ciotka polonistka, więc książka to podstawa, nawet podczas sobotniego obiadu na Starówce.


Z tatem😉

Ol ciugiewa na tle dyjkowego drzewa

Olsztyn, czerwiec 2010 r.